
Dodatkiem do narożnika była półka na książki wypełniona pudłami oraz książkami i obiecałam sobie, że przejrzę je jutro. Kolejne drzwi były zamknięte ale uchyliłam je lekko żeby zajrzeć na chwilę do środka. Były to drzwi do wąskiej, głębokiej, garderoby wypełnionej półkami pełnymi przedmiotów, na których zidentyfikowanie nie miałam czasu. .
- MusiaÅ‚aÅ› robić to bardzo cicho. Zdaje siÄ™, że WszechmogÄ…cy ciÄ™ nie usÅ‚yszaÅ‚.. Tak, tak, tak. MiaÅ‚am wiÄ™cej na gÅ‚owie niż podziwianie królowej. Ochroniarze byli. - Nie bÄ™dziemy siÄ™ zakradać do żadnego sekretariatu!. – A może również użyjesz mojej tÄ™tnicy jako nici do zÄ™bów? Nie sÄ…dzÄ™.. Jak myÅ›lisz, dlaczego Max zaproponowaÅ‚ siebie do tego zadania? Prawdopodobnie. - Bardzo przepraszam, panno Scratton - odparÅ‚am potulnie. RzeczywiÅ›cie byÅ‚am bardzo zmÄ™czona. Dwie albo trzy godziny poÅ›wiÄ™cane na spotkania z SebastiaÂnem nie przyczyniaÅ‚y siÄ™ do wzrostu mojej wydajnoÅ›ci naukowej. UsiÅ‚owaÅ‚am skupić siÄ™ na tomiku wierszy na Å‚awce. CzytaÅ‚am: „Jakiemuż nieziemskiemu oku/PrzyÂÅ›niÅ‚o siÄ™, że noc rozÅ›wietli/Skupiona groza twej symeÂtrii?* Lecz jedyne oczy, które pÅ‚onęły w moich myÂÅ›lach, to oczy Sebastiana.. Wielu rzeczy opowiadanych przez MartÄ™ nie zapamiÄ™taÅ‚am. ZostawaÅ‚y mi po nich jakieÅ› niewyraźne puenty, jak musztarda zostawiona na brzegu talerza, kiedy główny posiÅ‚ek zostaÅ‚ już zjedzony. JakieÅ› scenki, straszne lub zabawne. JakieÅ› obrazy wyrwane z kontekstu - że dzieci Å‚owiÅ‚y pstrÄ…gi w strumieniu goÅ‚ymi rÄ™koma. Nie wiem, po co gromadziÅ‚am takie szczegóły, a zapominaÅ‚am całą opowieść, która przecież musiaÅ‚a coÅ› znaczyć, skoro byÅ‚a opowieÅ›ciÄ… z poczÄ…tkiem i koÅ„cem. ZapamiÄ™tywaÅ‚am same pestki, które potem moja pamięć - i sÅ‚usznie - musiaÅ‚a wypluć.. Ubrany. UdaÅ‚o mi siÄ™ rozeÅ›miać, lecz dźwiÄ™k, który wyszedÅ‚ z moich ust byÅ‚. - Nie.. UÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ do mnie..